czwartek, 12 września 2013



#Rozdział 9

_I jak Ci się podoba mój  pokój?- usłyszałem zamyślony.
-Jest... Ładny, dziewczęcy, pasuje do Ciebie- powiedziałem i się uśmiechnąłem-Połóż się-powiedziałem.
-Nie, jest wcześnie, może chcesz obejrzeć jakiś film ?- zapytała. 
-Mam lepszy pomył, opowiedz mi coś o sobie- szepnąłem i usiedliśmy naprzeciwko siebie na jej łóżku.
-A co chcesz wiedzieć?- zapytała.
-WSZYSTKO! CHCE WIEDZIEĆ WSZYSTKO-powiedziałem dziecięcym głosem i oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Dobrze, ale od czego zacząć ?- powiedziała i spojrzała mi w oczy, na jej twarzy widniał uśmiech. Męczyło mnie jedno, byłem ciekawy co się dzieje z jej rodzicami, ale nie wiedziałem, czy to odpowiedni moment, po chwili zastanowienia zapytałem, może to jedyna okazja.
-No to możesz mi opowiedzieć dlaczego ciągle mówisz o swojej cioci i nigdy nie wspomniałaś o rodzicach- powiedziałem i spojrzałem na nią, zobaczyłem ból w jej oczach i od razu pożałowałem tego co zrobiłem, nie wiedziałem co mnie naszło, nastała niezręczna cisza, żadne z nas nic nie mówiło, siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu on się odezwała.
-Mój ojciec... handlował narkotykami-powiedziała, a po jej policzku spłynęła łza, po chwili znowu zaczęła mówić- jak wiesz.. miał dużo wrogów-przerwała- był w jakimś gangu.- znowu nastała cisza, a po jej policzkach znowu spłynęła łza, wytarłem ją, ona na mnie spojrzała i zaczęła mówić dalej- nie wiem jak do tego doszło, była chyba jakaś kłótnia, między dwoma gangami, nie wiem ... mój tato- przerwała i zaczęła płakać, a ja ją przytuliłem- on zabił szefa drugiego gangu, później wróciła do domu, zostawił nas, mnie i Lou, wyjechali-zaczęła płakać- powiedział, że tak będzie lepiej, że jak zostaniemy tu z ciocią, to będziemy bezpieczni, ale to nieprawda, oni uciekli, zostawili mnie, mnie i Lou, on był taki malutki, a oni wyjechali- zaczęła płakać i wtuliła się we mnie mocno.
-Cii- szepnąłem jej do ucha- nie płacz, będzie dobrze, zobaczysz-pocieszałem ją, a ona się jeszcze bardziej wutliła w moje obiecie, szczerze mówiąc.. podobało mi się to, nawet bardzo. Siedzieliśmy tak dłuższą chwile, aż ona się uspokoiła i powoli ode mnie odsunęła. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
-Idę pod prysznic, poczekasz, czy się spieszysz?- zapytała nieśmiało, a ja się zaśmiałem.
-Może się przyłącze- powiedziałem i zacząłem śmiesznie poruszać brwiami. A ona się zarumieniła, więc bardziej się roześmiałem.
-Kretyn- powiedziała, również się śmiała. Wstała i ruszyła do szafy, wyjęła z niej kilka rzeczy, po czym niepewnie podeszła do szuflady i wzięła bieliznę. Ja się  uśmiechnąłem, a ona poszła do łazienki. Pomyślałem, że to trochę potrwa, więc przygotuje coś do jedzenia, zszedłem na dół, do kuchni, i myślałem co mógłbym zrobić, jedyne co umiałem, to makaron z serem i dodatkami, więc wyjąłem potrzebne składniki i zabrałem się do przygotowywania kolacji. 
Wciąż myślałem o Jess, powiedziała, że nie wierzy już w prawdziwą miłość, przez tego skurwiela. Gorsze było to, że nie wiem dlaczego mnie to obchodziło, dlaczego ona mnie obchodziła, na początku miałem zamiar się z nią przespać i tyle, ale teraz.. jest inaczej. Nagle poczułem jak garnek z gorącą wodą i makaronem, który się w nim gotował upadł mi na nogi,wydałem z siebie głośne -ałł!!- po chwili dodałem - kurwa boli- skakałem i krzyczałem jak dziecko,a do kuchni wbiegła Jessica, spojrzałem na nią, miała przerażoną minę, a co lepsze była w samym ręczniku, wyglądała tak seksownie, że chętnie...
-Boże Justin!- krzyknęła i wyrwała mnie z rozmyśleń- podbiegła bliżej- nic Ci nie jest? - zapytała przerażona, a ja pokiwałem głową, dają znać, że wszystko dobrze- do cholery jasnej co Ty wyprawiasz?- zapytała wściekła, a po chwili dodała- Justin! oczy mam wyżej, nie dało się ukryć, patrzyłem na jej dekold.
-Chciałem zrobić Ci kolacje, znaczy nami, bo zgłodniałem i Ty pewnie też, ale chwila nie uwagi i.-pokazałem na swoje spodnie i podłogę.
-Matko, Justin, posprzątaj to i nie wiem, zrób coś z tymi spodniami.- powiedziała i zaczęła się oddalać, a ja skorzystałem z okazji i zatrzymałem oczy na jej tyłku.
Wziąłem się za wycieranie podłogi, skończyłem, poszedłem do łazienki, która znajdowała się naprzeciwko kuchni, zdjąłem mokre rzeczy i i powiesiłem je na grzejniku. Po czym poszedłem do pokoju Jess, była ubrana w piżamę, różowa z jasnymi kokardkami, była słodka. Odwróciła się, chyba usłyszała, że przyszedłem, popatrzyła na mnie i zakryła oczy dłońmi, a ja wybuchłem śmiechem.
-Justin, gdzie są Twoje ubrania?-zapytała, a ja ponownie wybuchłem śmiechem, nie wierzę, że zakryła oczy, bo zobaczyła mnie w samych bokserkach. 
-kazałaś mi coś zrobić ze spodniami- powiedziałem szczerząc się. 
-tak, ale nie chodziło mi o to, że masz sie rozbierać- powiedziała.
Postanowiłem skorzystać z okazji.

#perspektywa Jess#

Nie wierzę, że on wziął to dosłownie. 
Poczułam zimny, miętowy oddech na swojej twarzy, po czym, jak Justin bierze moją dłoń i odsłania mi oczy, przybliżył się bardziej, nasze twarze były zaledwie milimetr od siebie, serce zaczęło mi bić sto razy mocniej...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Cześć wszystkim! 

Na początku, chce Was bardzo przeprosić, miałam dodawać rozdziały regularnie, a w ogóle przestałam to robić, myślałam o przestaniu dodawania rozdziałów, chciałam skończyć pisać. Martwi mnie to, że nie mam w ogóle komentarzy, dla was zwykłe czytam, dla mnie bardzo dużo znaczy. Alle nie będę Was zmuszać, cieszę się, że mam chociaż wyświetlenia, mogę pisać dla siebie :) 

Pozdrawiam Was, baaardz mocno, dziękuję za wyświetlenia miśki :** xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz