środa, 28 sierpnia 2013

 

#Rozdział 6


-Justin-powiedziała niepewnie.
-Tak-zapytałem.
-Musimy porozmawiać....
-o czym?- zapytałem.
-Ale musisz obiecać, że nie będziesz krzyczał..- powiedziała nie pewnie.
-Dobrze- przytaknąłem.
-Justin, chodzi o wczoraj.- przerwała i popatrzyła na mnie, a ja kiwnąłem głową dając znak, żeby mówiła dalej.-B-bo ja chcę wiedzieć co się stało, dlaczego biłeś Josha, Justin, nie denerwuj się, ale ja muszę wiedzieć co się stało- skończyła mówić i spojrzała na mnie. Wyjąłem paczkę papierosów z kieszeni i jednego z nich odpaliłem, powili wciągnąłem dym do puc, po czym go wypuściłem, a Jessica raptownie kaszlnęła. Otworzyłem okno, dokończyłem papierosa i spojrzałem na nią. Dlaczego kurwa musi być taka ciekawska, poza tym, nie mam pewności, czy naprawdę nic nie słyszała.
-Posłuchaj mnie.- powiedziałem i złapałem ją za podbródek i spojrzałem jej w oczy, zobaczyłem w nich lęk, bała się- Nie bój się- powiedziałem- Jess, nie mogę Ci powiedzieć, to moja praca, nie możesz o niczym wiedzieć, ani nic nikomu mówić, bo jeśli coś słyszałaś i komuś powiesz, będę musiał Cię zabić, więc obiecaj mi, że nikomu nic nie powiesz.- Powiedziałem, a ona kiwnęła głową.
-To gdzie Cię zawieść?- zapytałem.
-Na Eighth Avenue- powiedziała, a ja odpaliłem samochód.
Resztę drogi nie rozmawialiśmy, aż w końcu dojechaliśmy na miejsce.
-O której mam przyjechać?-zapytałem.
-Co?- powiedziała, a ja zobaczyłem zdziwienie na jej twarzy.
-Obiecałem, że zabiorę Cię i twojego brata na lody.- odpowiedziałem i się uśmiechnąłem.
-Bądź o 15- powiedziała i się uśmiechnęła, a ja zobaczyłem szereg białych zębów, po czym otworzyła drzwi od samochodu i spojrzała na mnie- Dziękuje Justin, do zobaczenia- powiedziała i wyszła.
-Do zobaczenia księżniczko- powiedziałem,  a ona zamknęła drzwi, pomachała mi i poszła w stronę domu.

 #perspektywa Jess # 


Pomachałam mu i ruszyłam w stronę drzwi, otworzyłam je i poszłam w stronę kuchni. 
-WRÓCIŁAM!-krzyknęłam i wyjęłam wodę niegazowaną, po czym się napiłam, odłożyłam ją i ruszyłam w stronę pokoju, cioci chyba nie było, bo mi nie odpowiedziała, weszłam do pokoju i poszłam do łazienki, zdjęłam ubrania i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Po chwili się odprężyłam, to zawsze pomagało, jedno mi nie dawało spokoju, co zaszło między Joshem, a Justinem, muszę się dowiedzieć, moze jak porozmawiam z Joshem, to coś mi powie, ale nie no, obiecałam dla Justina, że nikomu nic nie powiem. 
Wyszłam z pod prysznica i wytarłam się białym puchatym ręcznikiem, po czym założyłam szlafrok. 
Otworzyłam drzwi i wzięłam mojego iphone'a   , po czym wybrałam numer do cioci.

*rozmowa telefoniczna*
Halo-powiedziała ciocia.
-Cześć ciociu, niedawno wróciłam do domu, gdzie jesteście ?-zapytałam.
-Cześć skarbie, przepraszam, że nie zadzwoniłam, ale nie chciałam Ci przeszkadzać, jestem z Louisem nad jeziorem, Eric nas zaprosił- ostatnie trzy zdania cicho pisnęła, więc wiedziałam, że się cieszy,- Wrócimy jutro wieczorem.
-Zaprosił Cie?! - wydarłam sie- musisz mi wszystko opowiedziec, koniecznie- podkresliłam.
-Dobrze skarbie, zadzwonie wieczorem, pa- powiedziała.
-Pa ciociu- powiedziałam i się rozłączyłam, spojrzałam na zegarek była 13, więc postanowiłam coś zjeść, Justin ma być za 2godziny, powinnam zadzwonić i odwołać spotkanie, ale nawet nie mam jego numeru. 
Zeszłam na dół do kuchni, otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej naleśniki, które wstawiłam do mikrofalówki, i sok pomarańczowy, wyjęłam naleśniki i usiadłam przy stole i zaczęłam jeść, skończyłam i schowałam naczynia do zmywarki, poszłam na górę. Podeszłam do szafy i nie miałam pojęcia jak sie ubrać. 
Nie wiem co będziemy robić, czy w ogóle gdzieś pójdziemy i czy to jest randka... Nie, to nie może być randka. 
Trochę mi zajęło, ale postanowiłam założyć to;
Spojrzałam na zegarek, była już 14;39. -jezu!- krzyknęłam i poszłam zrobić makijaż, włosy zostawiłam rozpuszczone, stanęłam przed lustrem - Idealne- powiedziała, poszłam w stronę łóżka i wzięłam komórkę i usłyszałam dzwonek do drzwi, spojrzałam znowu na zegarek,14;58. Wow, nawet się nie spóźnił. Pomyślałam. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi i zobaczyłam Justina, był ubrany w to
Wyglądał super, aż przełknęłam ślinkę, a on się uśmiechnął.
-Cześć- powiedział, popatrzył na mnie- ślicznie wyglądasz- powiedział, a ja poczułam, jak się rumienie.
-Dzięki,wejdź Justin, ciocia pojechała z bratem nad jezioro, więc niestety nie zabierzemy go na lady- powiedziałam i zamknęlam drzwi za chłopakiem.
- Nie szkodzi, w takim razie ja Cię zabiorę na lody- powiedział i zaczął śmiesznie bawić się brwiami. Na co obydwoje wybuchliśmy śmichem.
-Chodźmy- powiedziałam, wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę samochodu. Justin otworzył mi drzi, poczekał aż wejdę i po chwili siedział obok mnie, zapięłam pasy, a on odpalił silnik. Po chwili wyruszyliśmy.
-Gdzie dokładnie jedziemy- zapytałam, bo nie mogłam już wytrzymać.
-Na lody księżniczko- powiedział, a ja poczułam jak się rumienię.
-To już wiem, ale gdzie-zapytałam.
-Do parku- powiedział.
Minęło  jakieś 10minut i byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy przed siebie.
 Szliśmy w ciszy, aż doszliśmy do butki z lodami.
-Dzień dobry, poproszę dwa lady- powiedział do pani w okienku.
-Jakie smaki młodzieńcze ?- zapytała, Justin spojrzał na mnie.
-hymm, czekoladowe- powiedziałam.
-Jeden czekoladowy i śmietankowy- powiedział, zapłacił i dał mi loda.
-Dziękuje- powiedziałam.
Szliśmy w ciszy, a Justin zaczął się śmiać.
-Co Cię tak śmieszy?- zapytałam.
-Jesteś cała brudna- powiedział. Po chwili podszedł do mnie i zaczął wycierać chusteczkę kąciki moich ust, skonczył, i popatrzył mi prosto w oczy, a ja poczułam jak serce bije mi sto razy szybciej.
-Justin- szepnęłam.
-Tak-zapytał
-Patrz-powiedział i pokazałam ręką kierunek za nim, a on od razu odwrócił głowę. Ja skorzystałam z okazji i wyrwałam mu loda, po czym zaczęłam biec.Justin się odwrócił i zaczął się śmiać.
-Oddawaj, to moje!- krzyknął i zaczął biec.
-Nie, już moje- powiedziałam i dalej uciekałam, po chwili schowałam się za drzewo i byłam pewna, że mnie nie znajdzie. Ale nim się obejrzałam stał przede mną, nasze twarze oddzielały od siebie milimetry. A on położył dłonie po obu stronach drzewa.
-Juz mi nie uciekniesz- szepnął i zaczął przybliżać usta do moich...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Koleejny rozdział napisany, strasznie długo mi się pisało ;// 

Czekam na Wasze komentarze ! 

Pozdrawiam <3 xxx 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz